„Calineczka”. Tak nazywały ją pielęgniarki na oddziale intensywnej terapii, bo w tym czasie była tam najmniejszą pacjentką: ważyła 1080 gramów.
Hania urodziła się w 27. tygodniu ciąży, jako wyczekiwane dziecko. Data urodzenia wypadła w Dzień Ojca. Jej tata wspomina ten dzień jako połączenie ogromnej radości i lęku o to, czy córka przeżyje.
Od tamtego dnia minęło dwanaście lat. Najpierw walczyliśmy o życie Hani, potem o jej sprawność. Ta praca nie ma daty zakończenia.
Pierwszy cel: samodzielne chodzenie
Najważniejszym celem, jaki postawiliśmy sobie na początku, było samodzielne chodzenie. Mijały lata ćwiczeń, a efektu nie było. Nie zrezygnowaliśmy.
Kiedy urodził się brat Hani, zdecydowaliśmy się na pobranie krwi pępowinowej z zamiarem podania Hani wytworzonych z niej komórek macierzystych. Po pięciu podaniach, z których każde poprzedzało lub kończyło intensywny turnus rehabilitacyjny, Hania zrobiła pierwsze samodzielne kroki. 13 listopada jest od tamtej pory naszym rodzinnym świętem.
Od tego momentu Hania nie przestaje chodzić.
Codzienność
Hania ma mózgowe porażenie dziecięce. Wzmożone napięcie mięśniowe powoduje przykurcze, skrócenie mięśni, deformacje kostne oraz nieprawidłowe ustawienie bioder, stóp i kręgosłupa. Na co dzień Hania chodzi w ortezach kończyn dolnych.
Na mózgowe porażenie dziecięce nie ma jednego leku ani jednej operacji, która rozwiązałaby problem. To, co możemy zapewnić, to stała, specjalistyczna i intensywna rehabilitacja: żeby Hania zdobywała nowe umiejętności i żeby nie utraciła tych, które już ma. Jest to proces długotrwały i kosztowny.
Dlaczego prosimy o wsparcie
Rehabilitacja Hani wymaga regularnych, płatnych turnusów, zajęć i sprzętu ortopedycznego. Wsparcie darczyńców pozwala utrzymać ich ciągłość. Reszta pracy należy do Hani, a tę wykonuje sama, własnym uporem i wysiłkiem.